Jeśli projektujesz urządzenia przemysłowe, HMI albo produkt konsumencki z elementami elastycznymi, prędzej czy później trafisz na temat, który z pozoru jest prosty, a w praktyce potrafi przewrócić harmonogram i budżet do góry nogami: dobór materiałów w drukowanej elektronice. Tutaj ścieżki przewodzące nie powstają przez trawienie miedzi, tylko przez druk, a izolacja bywa kolejną warstwą farb. Zatem jedna zbyt odważna decyzja w specyfikacji potrafi wywołać efekt domina.

Dobór materiałów w PE – trudny temat?

W klasycznej elektronice często ratuje nas zapas. Grubsza miedź, lepszy laminat, większy margines temperaturowy. W drukowanej elektronice zasada jest inna: overspec nie tylko podbija koszt materiału, ale może pogorszyć powtarzalność procesu, zwiększyć ryzyko pęknięć przy zginaniu, utrudnić laminację i wydłużyć dojście do stabilnej serii.

Konstruktor zwykle nie boi się trudnych tematów. Boisz się czegoś innego: że wybierzesz parametry „na wszelki wypadek”, a potem dostaniesz prototyp, który działa na stole, ale nie przechodzi cykli zginania, starzenia albo testów środowiskowych. Albo odwrotnie – że zrobisz projekt „na styk”, a w serii rozjedzie się tolerancja i zaczną się rozmowy o przyczynach, odpowiedzialności i kosztach. To właśnie w tym miejscu wchodzą najczęstsze bóle i obiekcje przed zakupem u Twojej grupy: ryzyko, niepewność parametrów, brak standardów jak w PCB, obawa o powtarzalność, terminowość i to, czy da się to zintegrować z resztą elektroniki.

Dlaczego za dobre materiały potrafią zaszkodzić

Najczęstsza pokusa przy doborze materiałów w drukowanej elektronice brzmi niewinnie: 

„Dajmy najlepszą przewodność, najgrubszą warstwę, najbardziej odporny dielektryk i będzie spokój”. 

Tylko że w drukowanej elektronice „najlepsze” w katalogu nie oznacza „najlepsze” w produkcji. W praktyce dochodzą rzeczy, których w datasheetach nie widać od razu: okno technologiczne druku, rejestracja warstw, stabilność po suszeniu/utwardzaniu, adhezja do podłoża, kompatybilność z klejami i laminacją, zachowanie przy zginaniu oraz długoterminowe starzenie.

Jeśli pracujesz przy produktach takich jak klawiatura foliowa, panel dotykowy, czujnik, grzałka czy elastyczne obwody drukowane, to wiesz, że liczy się nie tylko parametr, ale też to, czy ten parametr da się powtarzalnie utrzymać w serii. W drukowanych warstwach mało rzeczy jest zero-jedynkowych. Jest rozrzut. Jest wpływ procesu. Jest wpływ podłoża. I jest wpływ geometrii, który potrafi przebić wszystko.

Trzy rodziny materiałów i trzy różne typy ryzyka przy doborze komponentów

W większości projektów z drukowanymi warstwami obracasz się wokół trzech grup: przewodzące, rezystywne i dielektryczne. Każda z nich ma inne zadanie w układzie i inne pułapki w specyfikacji.

Materiały przewodzące: nie najmniejszy opór, tylko wystarczający opór.

Warstwy przewodzące budują ścieżki, elektrody, czasem ekrany, czasem elementy zasilania w cienkich układach. Najczęściej konstruktor zaczyna rozmowę od przewodności i słusznie, ale tu pojawia się pierwszy klasyczny błąd: wpisywanie w wymaganiach wartości z katalogowej bez przełożenia na realny obwód.

W drukowanych ścieżkach liczy się to, co finalnie dostajesz w produkcie: opór ścieżki o konkretnej długości i szerokości, dopuszczalny spadek napięcia, prąd, nagrzewanie, a także stabilność po cyklach i starzeniu. Jeśli projekt ma pracować w zginaniu, sama przewodność może nie być Twoim największym problemem. Największym problemem może być mikrospękanie warstwy, które nie pojawi się od razu, tylko po kilkuset cyklach, i które w laboratorium wyjdzie dopiero wtedy, gdy ktoś zrobi test w warunkach zbliżonych do realnych.

Dlatego dobre wymaganie konstruktorskie nie brzmi: jak najniższy opór. Dobre wymaganie brzmi: opór ścieżki w geometrii X ma być w zakresie Y, po Z cyklach zginania promieniem R nie może wzrosnąć o więcej niż …. To jest język funkcji i niezawodności, a nie  język farby. Dlatego koniecznie zwróć na to uwagę podczas doboru materiałów w drukowanej elektronice.

Materiały rezystywne: tolerancja to część projektu, a nie wstyd

Warstwy rezystywne budują grzałki, elementy pomiarowe, potencjometry, ścieżki czujnikowe. I tutaj drugi klasyczny błąd konstruktorów: próba „zabetonowania” rezystancji na poziomie, który jest typowy dla elementów pasywnych z PCB.

W druku tolerancja i rozrzut są naturalne. Zależą od grubości warstwy, parametrów suszenia/utwardzania, jednorodności, a nawet od warunków magazynowania podłoża. Jeśli w specyfikacji wpiszesz tolerancję, której proces realnie nie utrzyma, to nie zyskasz jakości. Zyskasz konflikt: seria będzie niezgodna, mimo że funkcjonalnie produkt mógłby działać bez problemu.

Lepsze podejście jest bardziej inżynierskie: zaczynasz od funkcji. Jaką moc ma oddać grzałka? Jaki zakres sygnału ma dać czujnik? Jakiej stabilności wymaga algorytm? Dopiero potem przechodzisz do doboru materiałów i geometrię, a tolerancję traktujesz jak świadomy parametr projektu. To jest dojrzałe projektowanie, a nie odpuszczanie.

Materiały dielektryczne: to nie kosmetyka, to warstwa krytyczna

Dielektryk w drukowanej elektronice bywa traktowany jako coś na końcu, warstwa izolacji, która po prostu ma być. I tu zaczynają się problemy, które na spotkaniach brzmią jak:

  • zwarcie, 
  • przebicie,
  • niestabilny sygnał, 
  • pęknięcia, 
  • odspojenia, 
  • zacieki. 

Bardzo często źródłem nie jest warstwa przewodząca, tylko dielektryk.

W projektach takich jak klawiatura foliowa warstwy dielektryczne odpowiadają za separację, ochronę, przekładki na skrzyżowaniach ścieżek i za to, czy laminacja w ogóle będzie stabilna. W projektach typu elastyczne obwody drukowane dielektryk odpowiada za odporność na ścieranie, wilgoć, kontakt z chemią użytkową i stabilność estetyczną.

Tu warto myśleć o dielektryku jak o elemencie krytycznym: musi być kompatybilny z podłożem, z klejem, z warstwą przewodzącą i z kolejnymi procesami. Zła decyzja na dielektryku potrafi zabić najlepszą ścieżkę przewodzącą.

Jak nie przestrzelić specyfikacji: prosty model 3 kroków w doborze materiałów w drukowanej elektronice

W praktyce sprawdza się model, który porządkuje decyzje i minimalizuje ryzyko.

  1. Najpierw definiujesz funkcję i środowisko pracy. Potrzebujesz danych, które często nie są elektryczne:
  • temperatura, 
  • wilgotność, 
  • kontakt z chemią, 
  • UV, 
  • ścieranie, 
  • wymagania czyszczenia, 
  • a także mechanika – promień zginania i liczba cykli. 

Bez tego dobór materiałów jest zgadywaniem.

  1. Potem tłumaczysz to na parametry, które da się kontrolować w procesie. W druku liczą się geometria, grubość warstwy, liczba przejść, okno suszenia/utwardzania i rejestracja warstw. Jeśli projekt ma wielowarstwy, to właśnie tu najczęściej rodzą się problemy, bo „idealne w CAD” nie zawsze jest idealne na maszynie”.
  2. Na końcu dobierasz materiał i margines. Margines jest potrzebny, ale ma być policzony i testowalny. Jeśli marginesu nie da się zweryfikować w teście, to nie jest margines – to jest nadzieja.
Wyzwania, bóle i obiekcje konstruktora przed zakupem

Kiedy konstruktor ma rekomendować rozwiązanie z drukowanymi warstwami, zwykle w głowie ma kilka pytań, które decydują o tym, czy projekt ruszy.

  • Pierwsze to powtarzalność: czy seria będzie stabilna, czy za każdym razem trochę inaczej? 
  • Drugie to integracja: jak połączę to z klasyczną elektroniką, złączem, obudową i montażem? 
  • Trzecie to testy: co i jak mam przetestować, żeby nie obudzić się po trzech miesiącach z problemem w terenie? 
  • Czwarte to odpowiedzialność: jeśli coś padnie, to czy da się jednoznacznie wskazać przyczynę, czy zacznie się przerzucanie winy między projektem, procesem i materiałem?

Do tego dochodzi obiekcja bardzo praktyczna: „Czy dostanę dane i wsparcie, które pozwolą mi obronić wybór przed PM i zakupami?”. Konstruktor chce kryteriów, testów, tolerancji i planu dochodzenia do serii.

7 typowych błędów w wymaganiach i jak je naprawić

Najczęściej problemy zaczynają się od tego, że specyfikacja jest albo zbyt ogólna, albo zbyt ambitna.

  • Pierwszy błąd to wymagania typu najlepsza przewodność bez definicji geometrii i funkcji. 
  • Drugi to brak metody pomiaru i miejsca pomiaru, co prowadzi do sporów, czy wynik jest dobry. 
  • Trzeci to tolerancje rodem z PCB narzucone na warstwę rezystywną, która z natury ma rozrzut. 
  • Czwarty to dielektryk potraktowany jak dodatek, bez wymagań co do odporności i kompatybilności.
  • Piąty błąd to pominięcie wymagań mechanicznych – promienia zginania i cykli.
  • Szósty to brak decyzji o sposobie połączenia z elektroniką klasyczną, co potrafi zmienić cały dobór warstwy przewodzącej.
  • Siódmy to przeniesienie tej samej, twardej specyfikacji na prototyp i na serię, bez etapowania i bez planu walidacji.

Naprawa zwykle jest prosta: piszesz wymagania w trzech poziomach – MUST, SHOULD, NICE – i do MUST dodajesz kryteria akceptacji oraz testy, które są realistyczne w czasie i budżecie.

Minimalny pakiet danych, który przyspiesza dobór materiałów

Jeśli chcesz skrócić drogę od koncepcji do działającego prototypu, a potem do stabilnej serii, przygotuj krótki pakiet informacji. Opisz zastosowanie i warunki, podaj wymagania funkcjonalne, wskaż ograniczenia mechaniczne i środowiskowe, powiedz, czy to będzie klawiatura foliowa, czujnik, grzałka czy elastyczne obwody drukowane, oraz określ, jak ma wyglądać integracja z resztą urządzenia.

Dodaj do tego podstawowe kryteria testów: co uznajesz za sukces po zginaniu, po wilgoci, po temperaturze, po ścieraniu. Nawet jeśli te kryteria będą w wersji 1.0, zyskasz coś kluczowego: wspólny język z dostawcą i mniej ryzyka w projekcie.

Podsumowanie – dobór materiałów do elektroniki drukowanej

Dobór materiałów w drukowanej elektronice nie polega na wybieraniu najlepszych farb z tabeli. Polega na dopasowaniu przewodzących, rezystywnych i dielektrycznych warstw do funkcji, geometrii i procesu tak, żeby rozwiązanie było testowalne, powtarzalne i możliwe do obrony w projekcie.

Jeśli jesteś konstruktorem, Twoją przewagą nie jest to, że znasz najlepszy materiał. Twoją przewagą jest to, że umiesz zadać właściwe pytania, zdefiniować ryzyko i przełożyć wymagania na parametry, które da się dowieźć w serii. A wtedy drukowana elektronika, klawiatura foliowa i elastyczne obwody drukowane przestają być egzotyką, a stają się po prostu kolejnym narzędziem inżynierskim – tylko wymagającym innej dyscypliny na starcie.