Plan projektu PE – czy to zbędny element? Niekoniecznie. Jest taki moment w pracy Project Managera, kiedy czujesz, że w Twoim kalendarzu ktoś odpalił tryb „przyspieszenie x2”. Właśnie wpadł nowy projekt. Ma działać. Ma wyglądać. Ma przejść testy. Ma być w terminie. A do tego dochodzi ten mały szczegół: to nie jest zwykły detal z katalogu, tylko element, w którym spotykają się grafika, mechanika, elektronika i produkcja.

Co daje plan projektu PE?

Jeśli prowadzisz projekt typu klawiatura foliowa, panel HMI albo elastyczne obudowy drukowane, dobrze znasz ten zestaw pytań, który wraca jak bumerang: 

  • „Czy dostawca dowiezie termin?”, 
  • „Czy i kiedy będzie próbka?”, 
  • „Czy da się zejść z kosztów?”,
  • „Czy ktoś nam to w ogóle dobrze doradzi?”, 
  • „Ile minimalnie musimy zamówić, żeby móc cokolwiek sprawdzić?”. 

To nie są teoretyczne rozważania – to codzienność PM-a w projektach, gdzie gonią terminy, a brak wiedzy o technologiach i materiałach zwiększa ryzyko błędu i opóźnień. 

I teraz najważniejsze: w drukowanej elektronice klasyczny plan projektu typu „deadline + checklisty” bywa za słaby. Bo tu harmonogram nie dotyczy wyłącznie dat. Harmonogram musi obejmować decyzje technologiczne, ryzyko, dostępność materiałów i przede wszystkim odpowiadać na pytanie, czy proces da się powtórzyć stabilnie w serii.

Dlaczego projekty PE nie lubią jednego wykresu Gantta dla wszystkich

W klasycznym projekcie elektronicznym wiele problemów rozwiązuje się w obwodzie drukowanym i doborze komponentów. W drukowanej elektronice dochodzi warstwowość procesu: tusze przewodzące i dielektryczne, dobór podłoża, suszenie, laminacja, pasowanie, wykrawanie, montaż, kontrola międzyoperacyjna i finalna. Każda z tych rzeczy potrafi być tym jednym szczegółem, który później decyduje o żywotności produktu. 

Dlatego PM w projektach PE ma trochę inną rolę niż pilnowanie terminów. PM jest tłumaczem pomiędzy światem wymagań (IP, UL, kolor, grafika, dotyk, feedback), a światem procesu (technologia druku, stack-up warstw, kleje, tolerancje, kontrola jakości). I, co ważne, PM często nie ma w zespole ekspertów od wszystkich nowych technologii i materiałów, więc potrzebuje partnera, który potrafi doradzić i szybko wrócić z informacją zwrotną. 

Etapy projektu PE, które porządkują chaos

Najbardziej praktyczny plan projektu drukowanej elektroniki to plan tzw. bramkowy. Nie dlatego, że bramki brzmią profesjonalnie. Tylko dlatego, że bramki zmuszają do jednej zdrowej rzeczy: zanim pójdziesz dalej – zamykasz kluczowe ryzyka.

Poniżej znajdziesz układ, który działa w projektach typu klawiatura foliowa, front foliowy, integracja HMI, a także w tematach takich jak elastyczne obudowy drukowane.

Etap 0: Brief i wymagania (Gate 0)

Tu nie chodzi o idealny dokument. Chodzi o to, żeby PM zebrał twarde dane: środowisko pracy, oczekiwaną trwałość, sposób czyszczenia, wymagania formalne, budżet, oraz co jest nie do negocjacji. W personie PM bardzo często pojawia się presja: wytyczne są trudne, termin krótki, a konsekwencje błędów – kosztowne. 

Etap 1: Feasibility i dobór technologii (Gate 1)

To jest etap, na którym wygrywa się cały projekt. Ocena, czy robimy to jako klasyczną konstrukcję klawiatury foliowej, czy potrzebujemy dodatkowych warstw, ekranowania, innych tuszów, innego podłoża. W drukowanej elektronice technologie i materiały to fundament: sitodruk, atrament, transfer; tusze na bazie srebra/węgla/miedzi; dielektryki; podłoża. 

I uwaga: to jest też moment na rozmowę o MOQ. Bo PM często wpada w pułapkę: „nie możemy zamówić małej partii, a bez partii nie da się sprawdzić”. Jeśli tego nie nazwiesz w Gate 1, później zapłacisz za to czasem lub budżetem. 

Etap 2: Projekt + DFM (Gate 2)

Tu powinna nastąpić jedna ważna rzecz: design freeze do prototypu. To nie znaczy, że już nic nie zmienisz. To znaczy, że zmiany są kontrolowane i koszt zmian jest jawny. Persona PM pokazuje wyraźnie: frustrację buduje niepewność, brak informacji zwrotnej i rozjeżdżanie się oczekiwań. 

Etap 3: Prototyp (Gate 3)

Prototyp ma odpowiedzieć na pytania, a nie wyglądać jak seria. W prototypie sprawdzasz kluczowe ryzyka: czy warstwy się składają, czy ścieżki trzymają parametry, czy grafika i okna (LCD/LED) wyglądają jak trzeba, czy przyciski w klawiaturze foliowej dają właściwy feeling. Z technicznego punktu widzenia to etap, po którym łatwiej zaplanować resztę cyklu produkcyjnego: oprzyrządowanie, materiały, druk folii, wycinanie/tłoczenie, montaż, kontrola. 

Etap 4: Walidacja i testy (Gate 4)

Tu PM potrzebuje prostego standardu: testy elektryczne, mechaniczne i środowiskowe, plus raport wniosków. Kontrola jakości w drukowanej elektronice nie jest na końcu – ona ma być wpleciona w projekt od początku. 

Etap 5: Pilot (Gate 5)

Pilot to etap prawdy. Tu sprawdzasz powtarzalność procesu, realne czasy, yield, odchyłki, montaż oraz logistykę. To też moment, kiedy PM musi mieć gwarancję dostępności komponentów w założonym czasie i zminimalizować ryzyko wycofania komponentu z produkcji. 

Etap 6: Seria + zarządzanie zmianą

W serii PM potrzebuje spokoju: przewidywanych dostaw, stałego kontaktu i szybkiej ścieżki reklamacji. W dokumentach persony to jest wyłożone wprost: brak kontaktu i długie oczekiwanie na ofertowanie wydłużają czas pracy PM i potęgują frustrację. 

Kamienie milowe, które naprawdę chronią projekt

W praktyce kamień milowy nie jest datą w prezentacji. Kamień milowy jest pakietem dowodów, które pozwalają iść dalej bez udawania, że ryzyko nie istnieje.

W projektach drukowanej elektroniki działają szczególnie cztery kamienie:

  • Pierwszy – materiały i technologia potwierdzone próbką. Nie wybrane, tylko potwierdzone.
  • Drugi – design freeze do prototypu. Z jasnym opisem: co jest zamrożone, a co jest jeszcze otwarte.
  • Trzeci – raport z walidacji. Z wynikami testów i wnioskami, a nie z samym przeszło/nie przeszło. 
  • Czwarty – raport z pilota. Tu wychodzi prawda o powtarzalności i o tym, czy klawiatura foliowa i elastyczne obudowy drukowane są gotowe na serię.
KPI, które działają (i dlaczego % realizacji harmonogramu to za mało)

W drukowanej elektronice KPI muszą być proste i operacyjne. Co więcej, muszą być solidną bazą planu projektu PE. Mają sterować ryzykiem, a nie tylko uspokajać statusami.

Dlatego polecam cztery grupy KPI:

KPI czasu:

– czas od Gate 1 do pierwszego prototypu,
– czas iteracji (od feedbacku do kolejnej próbki).
Bo PM nie żyje procentami zadań, tylko tym, czy realnie dostanie próbkę na kiedy.

KPI jakości:

– wynik testów elektrycznych/mechanicznych/środowiskowych,
– liczba krytycznych niezgodności na prototypie i pilocie,
– stabilność procesu w pilocie.
Kontrola jakości w PE ma być obecna na każdym etapie, a nie dopiero na końcu. 

KPI ryzyka:

– ile ryzyk zamkniętych na etapie Gate,
– ile ryzyk ma plan B (alternatywny materiał/dostawca/technologia).
W projektach PE to jest kluczowe, bo ryzyka potrafią przychodzić z boku: dostępność, MOQ, formalności, zmiany wymagań. 

KPI komunikacji z dostawcą:

– czas odpowiedzi na pytanie techniczne/ofertowe,
– jakość informacji zwrotnej.
W personie PM widać, że to jest jedno z najbardziej bolesnych miejsc całego procesu. 

PM w PE wygrywa, gdy zamienia presję w decyzje

Największą pułapką w planach projektów PE nie jest trudna technologia. Największą pułapką jest udawanie, że niepewność sama się rozwiąże.

Jeśli prowadzisz projekt typu klawiatura foliowa albo elastyczne obudowy drukowane, to plan „etapy + bramki + KPI” nie jest papierologią. To jest narzędzie do spokojnej pracy. Dzięki niemu wiesz, gdzie kończą się przypuszczenia, a zaczynają dane. Wiesz, które ryzyka muszą być zamknięte, zanim zaczniesz pilot. Wiesz, jakie liczby pokażesz zarządowi, kiedy trzeba bronić budżetu albo uzasadnić dodatkową iterację. 

I wreszcie: wiesz, czego oczekiwać od dostawcy – nie tylko dowieźć, ale dowieźć przewidywalnie, z dobrym kontaktem, z doradztwem i z procesem, który da się powtórzyć. A to w drukowanej elektronice jest walutą cenniejszą niż kolejny slajd z harmonogramem.